7 cze 2015

"Śmierć to tylko początek..." - 2min

„Śmierć to tylko początek…” – historia z dreszczykiem (2min)
Prolog


                                                 




Minęły dwa miesiące odkąd Taemin nie żyje.

Na samym początku - po śmierci ukochanego - byłem w stanie depresji. Jeśli ktoś ważny z waszej rodziny umiera macie depresje? Ja tak miałem, bo jednak straciłem kogoś ukochanego. Taemin nie był dla mnie tylko kolegą czy też przyjacielem, ale był ze mną tak blisko jak moja mama, a może nawet bardziej związany. Bóg wie jak to było. Czasami wspominam sobie najlepsze momenty, które razem przeżyliśmy. Po zgonie obiecałem sobie, że Taemin-ah zostanie w moim sercu na zawsze, będę o nim zawsze pamiętał. Tak jest i mam nadzieję, że tak zostanie. Pamiętam do dzisiaj jak wyglądał jego pogrzeb:

- Dlaczego?! Dlaczego?! Nic im przecież nie zrobiłeś, prawda? – mówiłem do ciała, już, nieżywego Taemina. – Czemu ludzie na tym świecie są tacy okrutni, czemu? Znasz odpowiedź Taemin-ah? Ty musisz ją znać i musisz wrócić tu, do świata żywych! – mówiłem jak najęty. Jedni ludzie się na mnie dziwnie patrzyli, natomiast u innych widziałem zrozumienie i również, jak w moim przypadku, smutek, żal. Tak chyba ma każdy człowiek nie zależnie od płci, pochodzenia czy wyznania, wszystkim ludziom w tym momencie mogło być smutno, jednak widok osoby, która nie żyje jest już czymś innym, czymś co sprawia u ludzi może nie na tyle co rozpacz, ale nawet sam smutek już wiele znaczy, dla mnie, wiele, ponieważ będąc na pogrzebie ukochanego nie jestem jedyną postacią w tej smutnej części mojego życia. Znając długo Taemina, wiem, że on mógł czuć taką samą rozpacz, jeśli byłby to mój pogrzeb. Wszystkie słowa, które wypowiadałem na jego temat były powiązane z płaczem.
Rodzina zmarłego czuli mniej więcej to co ja, a ponieważ znam ich również długo (ale nie jak samego Taemina). Cieszyłem się w tym momencie, że znam kogoś z zebranych na cmentarzu, więc mogę z nimi spokojnie porozmawiać i wyżalić się. 
Po złożeniu ciała do grobu wraz z rodziną zmarłego wybrałem się na stypę. Odbyła się ona w niewielkiej restauracji w Seulu. Rozmawialiśmy o Taeminie, opowiadaliśmy sobie nawzajem o przygodach związanych z nim, itp. Każdemu brakowało tej jedynej osoby, która kocha mleko bananowe, uwielbia się śmiać i ma prawdziwy, cudowny, który nie ukrywa, czyli taniec. Ta osoba to oczywiście Taemin.

Do dzisiaj nie mogę się pogodzić ze śmiercią ukochanego. Tęsknię za nim….











Nie zdradzę czy  opowiadanie skończy się happy endem czy też nie. Dostałam wenę na napisanie czegoś z dreszczykiem, czegoś co czytelnicy na początku nie wiedzą jak będzie przebiegać fabuła opowiadania. Mam nadzieję, że spodobał wam się mój wstęp do opowiadania.

~Rose~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz